Dziewczynka jak Malinka

Blog o wszystkim co Nas w życiu otacza - Szukasz opinii i recenzji - dobrze trafiłeś!
Bez kategorii

Emocje biorą górę – Funkcja Słomianej Wdowy…. :(

Jak wspominałam Ci w przed ostatnim poście, mój mąż wyjechał, wyjechał na prawie 2 miesiące zostawiając mnie i Malinkę same, automatycznie nadając tytuł SŁOMIANEJ WDOWY. 

Wmawiałam sobie, że wytrwam, że nie będzie źle, dam radę, w końcu jestem silna przecież to tylko ok:
  • 50 dni bez pocałunków
  • 50 dni bez przytulenia
  • 50 dni bez bliskości
  • 50 samotnych wieczorów
  • 50 samotnych nocy
  • 50 nocy w wielkim pustym łóżku
  • 50 dni na przemyślenia
  • 50 dni nie obecności
  • 50 dni beznadziejnego istnienia
i miliony wylanych łez w poduszkę….
Czasami mam dość, wymiękam, czasami brak mi słów, czasami nie mam ochoty z nim rozmawiać i wtedy nie przemyślanie mówię, aby gdzieś pojechał, przemyślał i zatęsknił… 
Wtedy wróci, przytuli, będzie czuły, miły i na nowo zakochany ale ja się do tego nie nadaję…. 
Brakuje mi ubrań rzuconych w każdym kącie…
Brakuje mi okruchów po jego ulubionym chlebie w kuchni na blacie…
Brakuje mi wrzucania jego bokserek i skarpetek do pralki…
Jego złości, nie popartych niczym pretensji…
Brakuje mi, brakuje mi Jego… 
Tak po 4 latach małżeństwa kocham Go tak mocno, że po prostu nie potrafię bez niego normalnie funkcjonować… 
I mimo, że czasami jest nie do wytrzymania i mimo, że czasami mam Go serdecznie dość i mimo że mówimy sobie czasami rzeczy które bolą, to kocham Go tak mocno, że nie umiem żyć bez niego…
I płaczę teraz jak mała dziewczynka pisząc ten post i zastanawiam się po co? 
Po co ja o tym mówię? 
Może po prostu potrzebuję się wygadać, może po prostu nie potrafię tak siedzieć i nic nie mówić… 
Więc jeśli Cię nudzę , to wybacz, nie czytaj i zwyczajnie zamknij tą stronę….
Za jakiś czas wrócę tamta Ja…
                                 za jakiś czas…. 
                                            za jakieś 50 dni …..
                                                     za jakieś 50 dni znowu będę szczęśliwa...
                                                                                    za jakiś czas, ale nie teraz… 
Niedawno przeczytałam artykuł na Babyboom.pl pozwolisz, że zacytuję…
Czy można być w pełni zadowolonym czy szczęśliwym w takich warunkach? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Ostatnio czytałam wypowiedź żony marynarza, która od dwudziestu lat (tyle trwa jej małżeństwo) tak żyje. Najpierw mąż wypływał na rejsy trwające nawet rok, teraz są to wyjazdy na 2-3 miesiące. Żona za każdym razem przeżywała odjazd, jak sama pisze:

„polubić się tego nie da, to co można zrobić to przyzwyczaić się, a przede wszystkim nauczyć się z tym żyć”. Idąc za przykładem słomianej wdowy z dwudziestoletnim stażem warto zadać sobie pytanie, jak układać życie w takiej sytuacji, by pomimo rozłąki słowo małżeństwo (a gdy są dzieci – rodzina) nie było tylko i wyłącznie pustym słowem.”


A teraz zapytam : JAK ŻYĆ?  Na prawdę są osoby, które tak żyją? 
Da się do tego przyzwyczaić? Na prawdę ? Da się? Więc dlaczego ja nigdy nie potrafię do tego przywyknąć?
Zawsze powtarzałam,że taka rodzina to nie rodzina, bo co to za rodzina kiedy tego męża czy też nawet ojca praktycznie nigdy nie ma? 
Na prawdę wielkie BRAWA dla tych którzy potrafią tak żyć… 
Takie życie to nie dla mnie, ja nie umiem, ja rodzinę muszę mieć przy sobie, pełną rodzinę i choćby nie wiem jak czasami się układało źle to rodzina to rodzina! 
Virtualny tatuś i mąż to  u mnie nie przejdzie, to dla mnie za wiele…
Cieszę się, że jest Malinka która wypełnia mi dni i daje tą maleńką radość… 
Teraz siedzę i wycieram kolejną łzę spływającą po moim policzku 
Słomiana wdowa, nieobecna, nie przytomna, nie wyspana, którą powoli zaczyna zjadać tęsknota… 

Ostatnim zdaniem zapraszam Cię do aktualnych konkursów :
A co Ty o tym myślisz? Uważasz, że da się do tego przyzwyczaić?
Żyjesz tak?
Proszę zdradź mi złoty środek jak to przetrwać…